Co warto wiedzieć o „darmowych ratach 0%”?

Coraz częściej można napotkać ofertę kredytowania bez dopłat – tak zwane „raty zero procent” to sposób wielu sklepów na przyciągnięcie klientów i nakłonienie ich do skorzystania z usług. Może się to wydawać ofertą idealną – cena potrzebnego, wymarzonego sprzętu rozłożona na wygodne raty, bez dodatkowych opłat. Warto jednak zachować odpowiednią czujność i dokładnie czytać umowy. Mogą się w nich kryć kruczki, które ostatecznie podniosą koszt.

Darmowe raty a obowiązkowe ubezpieczenie

Bardzo często sprzedawcy doliczają do kredytu ubezpieczenie, zastrzegając, że jego wykupienie jest niezbędnym warunkiem otrzymania nieoprocentowanych rat. Są one wprawdzie „darmowe”, jednak już na początku kwota rośnie o kwotę ubezpieczenia, często nawet kilkaset złotych, które również należy spłacić. Sprzedawcy, chcąc otrzymać premię lub wynagrodzenie za sprzedanie przedmiotu, mówią klientom, że ubezpieczenie jest wymagane. Warto wiedzieć, że nie jest to prawdą i bronić się przed takim wyzyskiwaniem. Jednym ze sposobów może być szybki telefon na infolinię sklepu i spytanie o konieczność zapłaty ubezpieczenia. Czasem wystarczy jedynie poproszenie sprzedawcy, by pokazał, który punkt regulaminu mówi o takiej konieczności. Zwykle sprzedawcy po wspomnieniu o telefonie na infolinię lub o regulaminie sklepu tracą chęć do spierania się z klientem w temacie „obowiązkowego”, często bardzo drogiego ubezpieczenia. Wtedy raty faktycznie stają się darmowe.

Darmowe raty a przedłużenie gwarancji?

Chcąc skorzystać z „darmowych rat 0%” można również natknąć się na przedłużaną gwarancję – oczywiście za opłatą. Taka „przedłużona gwarancja” jest najczęściej zawoalowaną polisą i przedłuża standardowy czas 2 lat na zgłoszenie sprzedawcy wadliwej rzeczy. W praktyce jest to najczęściej całkowicie zbędna usługa, które niepotrzebnie podnosi koszt, często znacznie. Warto więc uważnie wczytywać się w umowę i wszelkie aneksy, oraz racjonalnie podchodzić do polis i przedłużonych gwarancji. Czasem polisa jest obwarowana takimi wyłączeniami, że skorzystanie z niej tak czy inaczej byłoby praktycznie niemożliwe. Czasem też obowiązuje niezwykle krótko - służy jedynie zarobieniu na niej w miejsce oprocentowania rat.

Darmowe raty a prowizja w umowie

Innym sposobem na sztuczne podniesienie kosztu sprzętów jest prowizja. Jeśli kredyt jest zaciągnięty na okres roku, prowizja może osiągnąć nawet 55% pierwotnej sumy. To często ogromne pieniądze, które trzeba doliczyć do ceny towaru. Mechanizm bardzo przypomina ten obecny przy ubezpieczeniach, tym razem jednak prowizja kryje się w umowie. Rozwiązaniem jest jedynie uważne czytanie jej treści przed złożeniem podpisu.

Zobacz również